Architekt wnętrz | Trójmiasto
Paulina Kononowicz-Kwaśnik
Projektowanie wnętrz nie było moim pierwszym wyborem,
ale było tym, do czego dojrzewałam od dawna
W historii mojej rodziny sztuka była obecna od dawna – w różnych formach, osobowościach i sposobach patrzenia na świat. Moja mama jest uznaną artystką-miniaturzystką, więc od dziecka widziałam, że tworzenie wymaga nie tylko talentu, ale też cierpliwości, precyzji, wyobraźni i ogromnej uważności na detal. Mimo to początkowo poszłam inną drogą. Ukończyłam studia ekonomiczne z bardzo dobrym wynikiem, szukając stabilności, konkretu i uporządkowania. Dopiero później zrozumiałam, że to, co twórcze, było we mnie znacznie głębiej, niż myślałam. Potrzebowałam tylko własnego momentu, żeby to odkryć.
Dom jako pierwsza lekcja wrażliwości
W moim domu rodzinnym zwracały uwagę ciepło, atmosfera, dekoracje i sposób, w jaki przestrzeń zmieniała się razem z okazjami, porami roku – za sprawą mamy, która dba o każdy detal. Bliska była też estetyka inspirowana domem amerykańskim: przytulność, warstwy, drewno, tkaniny, światło i dekoracyjność, która buduje nastrój. Z czasem zaczęłam jednak widzieć coś więcej.
Zarówno wnętrze domu rodzinnego, jak i mojego pierwszego mieszkania, powstały bardzo dawno temu z wizji artysty-projektanta. Miały charakter, pomysł i wyraz, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy, brakowało w nich tego, co dziś jest dla mnie jednym z fundamentów projektowania: ergonomii, funkcjonalnego namysłu, wygody codziennych czynności i większego powiązania estetyki z realnym życiem. To była ważna lekcja. Wnętrze może mieć duszę, ale musi też działać na dzień. Może być piękne, ale powinno wspierać życie, a nie je utrudniać.
Podróże, studia i praktyka
Dużo zawdzięczam podróżom i naturalnej ciekawości świata. Od zawsze podglądałam wnętrza, materiały, detale, proporcje, kolory, światło i sposób, w jaki różne kultury budują atmosferę domu. W hotelach, restauracjach, kawiarniach, prywatnych mieszkaniach, starych kamienicach i współczesnych przestrzeniach gromadziłam w sobie zachwyt nad możliwościami. W 2009 roku zaczęłam od kursu projektowania wnętrz. Potem przyszły studia wyższe na kierunku architektura wnętrz, pierwsze zlecenia i decyzja o stworzeniu własnej pracowni.
Tak w 2011 roku powstały Jedyne.Takie.Wnętrza.
Na początku myślałam, że studia nauczą mnie wszystkiego. Dziś wiem, że uczą przede wszystkim myślenia koncepcyjnego, szukania idei, budowania narracji i patrzenia na przestrzeń szerzej. To bardzo ważne, ale praktyka szybko pokazuje, że sama koncepcja nie wystarcza. Między wizją a gotowym wnętrzem jest jeszcze cały świat decyzji, zależności, materiałów, wykonawstwa, budżetu, rysunków, zamówień i konsekwencji, które pojawiają się dopiero wtedy, gdy projekt zaczyna być realizowany.
Dusza artystki i umysł analityczny
Dlatego mój sposób projektowania łączy dwie strony: duszę artystki i umysł analityczny. Wrażliwość na klimat, kompozycję i detal oraz odpowiedzialność za to, czy projekt da się dobrze przełożyć na rzeczywiste wnętrze. W 2017 roku przeniosłam się z Krakowa do Gdańska. Wybrałam to miasto świadomie – za morze, światło, przestrzeń i charakter. Gdańsk ma w sobie coś, co jest mi bliskie: historię, warstwy, niezależność i naturalną nieoczywistość. Dziś projektuję wnętrza osobiście – od pierwszych rozmów po finalne opracowanie. Nie pracuję w modelu, w którym projekt po chwili przejmuje anonimowy zespół. To dla mnie ważne, bo w projektowaniu bardzo wiele dzieje się w niuansach: w sposobie mówienia o domu, w wyborach, w wahaniach, w przedmiotach i zdaniach wypowiedzianych mimochodem. Moją rolą jest te sygnały wychwycić, uporządkować i przełożyć na przestrzeń, która ma sens estetyczny, funkcjonalny i realizacyjny. Nie projektuję po to, żeby odtworzyć inspiracje. Projektuję po to, żeby z wielu obrazów, potrzeb, możliwości i ograniczeń stworzyć coś nowego: wnętrze z charakterem, wygodne do życia i dopracowane na tyle, by mogło stać się prawdziwym domem.