Architekt wnętrz | Trójmiasto
Projektowanie wnętrz nie było moim pierwszym wyborem, ale było tym, do czego dojrzewałam od dawna
W mojej rodzinie sztuka była obecna od zawsze — w różnych formach, osobowościach i sposobach patrzenia na świat. Moja mama jest uznaną artystką-miniaturzystką, więc od dziecka widziałam, ile w tworzeniu jest cierpliwości, precyzji, wyobraźni i uważności na detal.
Ja początkowo poszłam w zupełnie inną stronę. Ukończyłam studia ekonomiczne z bardzo dobrym wynikiem. Lubiłam konkret, porządek, analizowanie i szukanie zależności.
Dopiero później zrozumiałam, że potrzeba tworzenia była we mnie znacznie wcześniej.
Dzisiaj widzę też, że tamta pierwsza droga wcale nie była przypadkowa.
W projektowaniu wykorzystuję obie te części siebie — tę, która szuka pomysłu i atmosfery, oraz tę, która chce wiedzieć, czy wszystko naprawdę ma sens.
Dom jako pierwsza lekcja wrażliwości
W moim domu rodzinnym ważne były ciepło, atmosfera, dekoracje i sposób, w jaki przestrzeń zmieniała się razem z okazjami i porami roku. Mama zawsze dbała o szczegóły, dzięki którym dom miał własny nastrój.
Szczególny sentyment mam do obrazu amerykańskiego domu, który najpierw znałam z filmów, a później również z podróży: przytulnego, warstwowego, pełnego drewna, tkanin, światła, dekoracji i zwyczajnego życia.
Bardziej niż konkretny styl fascynowało mnie to, dlaczego w jednym domu chce się zostać dłużej, a z innego chce się wyjść po pięciu minutach.
Z czasem zaczęłam jednak patrzeć na wnętrza również od drugiej strony.
Zarówno dom rodzinny, jak i moje pierwsze własne mieszkanie miały charakter, pomysł i wyraz. Dzisiaj widzę w nich również miejsca, w których zabrakło głębszego namysłu nad ergonomią, funkcją i wygodą codziennych czynności.
Wnętrze może mieć duszę, charakter i własną atmosferę, a przy tym dobrze służyć ludziom, którzy w nim mieszkają.
Podróże poszerzyły moje spojrzenie na dom
Dużo zawdzięczam podróżom i zwykłej ciekawości.
Zawsze obserwowałam, jak w różnych miejscach buduje się atmosferę wnętrza — światłem, materiałami, proporcjami, kolorem i detalem. Podglądałam to w hotelach, restauracjach, kawiarniach, prywatnych mieszkaniach, starych kamienicach i współczesnej architekturze.
Szczególnie bliski stał mi się skandynawski sposób myślenia o domu: naturalne światło, komfort, prostota użytkowania, dobre materiały i przestrzeń, która dobrze towarzyszy codziennemu życiu.
Równocześnie zawsze pociągały mnie wnętrza bardziej warstwowe, osobiste i trochę nieoczywiste. Takie, które nie pokazują wszystkiego od razu i nie wyglądają, jakby zostały skompletowane jednego dnia.
Te dwa światy spotykają się w moim projektowaniu do dziś.
Od myślenia koncepcyjnego do praktyki
W 2009 roku zaczęłam od kursu projektowania wnętrz. Później przyszły studia wyższe na kierunku architektura wnętrz, pierwsze zlecenia i decyzja o stworzeniu własnej pracowni.
W 2011 roku powstały Jedyne.Takie.Wnętrza.
Na początku byłam przekonana, że studia nauczą mnie projektowania.
Dały mi bardzo dużo — przede wszystkim myślenie koncepcyjne, szukanie idei, budowanie narracji i rozwijanie własnego sposobu patrzenia na przestrzeń.
Praktyka pokazała mi resztę.
Pomiędzy dobrym pomysłem a gotowym wnętrzem są jeszcze materiały, wymiary, budżet, instalacje, wykonawcy, terminy i dziesiątki decyzji, które muszą się ze sobą zgadzać.
Przez kolejne lata nauczyłam się prowadzić koncepcję aż do wnętrza, które dobrze wygląda, dobrze działa i może rzeczywiście powstać.
Dusza artystki i umysł analityczny
Tak najprościej opisałabym dzisiaj swój sposób projektowania.
Z jednej strony interesują mnie klimat, kompozycja, światło, materiał, kolor i detal. Lubię rzeczy z charakterem, nieoczywiste połączenia i moment, w którym wnętrze zaczyna mieć własny głos.
Z drugiej bardzo naturalnie analizuję.
Sprawdzam funkcję, zależności, możliwości wykonania, koszt i to, co jedna decyzja może uruchomić kilka etapów później.
Projektowanie jest dla mnie jednocześnie tworzeniem i sprawdzaniem.
Mogę szukać rozwiązania odważnego, ale chcę też wiedzieć, jak będzie się z nim żyło, ile będzie kosztowało i jak doprowadzić je do realizacji.
Być może właśnie dlatego tak lubię ten zawód. Pozwala mi używać obu tych części siebie jednocześnie.
Moje miejsce
Gdańsk wybrałam świadomie.
W Trójmieście mam wiele z tego, co jest dla mnie ważne w codziennym życiu: morze, powietrze, przestrzeń, światło, nawet wiatr i bliskość natury , a jednocześnie historię, architekturę i atmosferę miasta.
Lubię jego zmienność i nieoczywistość.
To miejsce trudno sprowadzić do jednego obrazu — i chyba właśnie dlatego tak dobrze się tu czuję.
Dzisiaj
Po latach nadal najbardziej interesuje mnie moment, w którym z bardzo różnych informacji, reakcji, potrzeb i możliwości konkretnego miejsca zaczyna wyłaniać się wnętrze, którego wcześniej jeszcze nie było.
Wszystkie projekty prowadzę osobiście i nadal właśnie ta część pracy — odkrywanie właściwej odpowiedzi dla konkretnego człowieka i konkretnej przestrzeni — daje mi najwięcej satysfakcji.